Search here...
TOP
Indie Kraje Podróże

Zrozumieć Indie – krok pierwszy zwiedzamy stolicę New Delhi

Czy da się zrozumieć Indie ? Próba pierwsza – zwiedzamy New Delhi

Wszyscy jednogłośnie mówią, że Indie albo się kocha albo nienawidzi. Nie ma uczuć pośrednich. To kraj multikulturowy, o niesamowitych kontrastach. Biedny i zarazem okropnie bogaty. To przeszło miliardowe państwo stanowiące najludniejszą demokrację na świecie, gdzie ludzie posługują się 21 różnymi językami w zależności od stanu. Żeby zrozumieć i poznać ten kraj to lat potrzeba, a i tak będzie mało. Z dużą dozą niepewności postanowiliśmy choć odrobinę zakosztować tej kultury. Na początku stanęliśmy przed najtrudniejszym wyborem. Co zobaczyć w Indiach ? Państwo jest tak olbrzymie i różnorodne, że wybór jest naprawdę trudny. Doszliśmy do wniosku, że nie ma pobytu w kraju bez odwiedzenia jego stolicy. Ustaliliśmy więc, że na początek zwiedzamy New Delhi. Był to zdecydowanie skok na głęboką wodę.

Pierwsze zetknięcie z Indiami – lotnisko Indira Gandhi Delhi

Miejsce, w którym następuje pierwsza styczność z chaosem tego miasta. Zanim wpadniesz w panikę i dasz się naciągnąć pierwszemu lepszemu napotkanemu hindusowi, który usilnie będzie przekonywał, że zawiezie cię do hotelu najtańszym i najbezpieczniejszym środkiem transportu, weź trzy głębokie oddechy i nie daj się ! Są trzy opcje dotarcia do centrum miasta: taksówką, z voucherem pobranym w punkcie policyjnym, metrem lub autobusem. Autobus do centrum miasta odjeżdża przy filarze numer 18 na lotnisku, a koszt to 25 rupii od osoby. W autobusie wraz z napotkaną Francuzką, stanowiliśmy nie lada atrakcję dla miejscowej ludności, chyba nie często turyści wybierają ten środek transportu.

Zwiedzamy New Delhi – plan to podstawa

Stolica Indii to jedno z największych miast na świecie. Zamieszkuje je przeszło 27 mln ludzi, choć niektórzy twierdzą, że jest ich znacznie więcej. Więcej niż w całym naszym kraju. Miasto pełne historii, kultury i cudownych zabytków, a przy tym wyglądające jak rynsztok, nie obrażając rynsztoku. Gdy tylko znajdziesz się na ulicy, to masz ochotę wsiąść w pierwszy lepszy samolot i uciec jak najdalej. Gdy przekroczysz mury oszałamiających zabytków, to przenosisz się w inny świat,. Gdzie panuje cisza, spokój i względny porządek, choć słowo porządek w słowniku Indii ma chyba inne znaczenie.

Czerwony Fort

Pierwszym punktem programu naszej wizyty w Delhi był czerwony fort. Druga próba przejażdżki metrem okazała się pomyślna. Bilet za 30 rupii, szybka kontrola osobista i wsiedliśmy do metra. Przedziały są otwarte, ale nie wszystkie. Pierwszy wagon przeznaczony jest tylko dla kobiet, o czym oczywiście nie wiedzieliśmy. Szybko jednak zostaliśmy postawieni do pionu. Lal Qila, bo tak nazywa się czerwony fort, to symbol niepodległości. Wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, rocznie przyciąga rzeszę turystów. Wstęp na teren fortu kosztuje 600 rupii od osoby. W pakiecie z muzeum, trzeba dorzucić jeszcze kilka stówek.

Fort w New Delhi

Selfie, selfie ! Czyli co w końcu zwiedzamy w New Delhi ?

To było dla nas nie lada zaskoczenie. Dotyczy wszystkich miejsc odwiedzonych przez nas w Indiach, nie tylko w New Delhi. Pisze o tym tu, bo właśnie przy czerwonym forcie daliśmy sobie zrobić jedno z nielicznych zdjęć (dziewczyny były sympatyczne). Przy każdych większych atrakcjach, jak tylko trafi się okazja ktoś podbiegał do nas i pytał czy może zrobić sobie z nami zdjęcie. Na początku nie kryliśmy zdziwienia. Nawet dopytywaliśmy czy może chcą papierosa, choć nikt z nas nie pali, lub coś innego nie rozumiejąc zainteresowania. Po pewnym czasie zaczęło to być irytujące. Czuliśmy się trochę jak małpki w zoo. Jest to po prostu jedna z tych rzeczy, której w Indiach nie zrozumiem…

Nieoczywista atrakcja w New Delhi – Gulab Singh Johrimal

Jedna z najstarszych perfumerii, z przeszło 200-letnią tradycją mieszcząca się w Chandni Chowk. Po przekroczeniu progu tego miejsca mieliśmy wrażenie, że znaleźliśmy się w pracowni chemicznej Marii Skłodowskiej-Curie. Kompletny odjazd, zakurzone flakoniki z perfumami, olejki eteryczne, aż w głowie się kręciło od tych mieszanek. Nie bardzo wiedziałam na początku jak się tam odnaleźć. Zapytałam grzecznie Pana czy mogę powąchać jakieś perfumy, z góry zaznaczając żeby były świeże, bo klasycznych piżmowych nie zniosę. Uprzejmy Pan przyniósł pudełeczko. Zaczęliśmy wiec testować, każdy był przyjemny i bardzo intensywny. Zapytałam czy to męskie, czy damskie, bo jakoś ciężko było rozróżnić, sprzedawca stwierdził ze unisex. Bardzo praktyczne ! O targowaniu się tu nie ma mowy. 320 rupi i mały flakonik perfum unisex, na pamiątkę znalazł się w naszym plecaku.

perfumeria

Raj Ghat – zwiedzamy ważne miejsca w New Delhi

Miejsce kremacji Mahatmy Gandhiego. Czarny marmurowy pomnik, pośrodku rozległego zielonego krajobrazu. Mahatma Gandhi, dla wielu był wyzwolicielem Indii. Jego śmierć stała się symbolem walki o równość i sprawiedliwość, bez uciekania się do przemocy. Wizerunek Gandhiego jest na każdym banknocie indyjskim. W samym parku znajdują się też groby wielu innych ważnych postaci, w tym pierwszej i jedynej Pani premier Indii – Indiry Gandhi.

miejsce kremacji Gandhiego

Wielki Meczet w Delhi

Dżama Masdżid jest największą sakralną, budowlą muzułmańską w Indiach. Wzniesiona za czasów Wielkich Mogołów przytłacza swoim ogromem. Wstęp na teren meczetu kosztuje 300 rupii. Dodatkowo jeśli chcemy wdrapać się na wieżę trzeba zapłacić 100+20 rupii (100 za bilet plus 20 nie wiadomo za co, opłatę pobiera Pan siedzący przy wejściu na wieżę). Oprócz tego chcieli mnie skasować 50 rupii za szmatę. Nie dałam się, byłam ubrana od stóp do głowy, więc przedstawiłam sprawę jasno albo wchodzę tak jak jestem ubrana albo oddają mi pieniądze. Nagle stwierdzili, że szmata nie jest potrzebna, a ja mogę iść i zwiedzać, choć niedobra kobieta ze mnie jest.

Wielki meczet w New Delhi

Świątynia Lotosu – zwiedzamy obrzeża New Delhi

Bahaicka Świątynia subkontynentu indyjskiego, jest najnowszą z siedmiu budowli wzniesionych w różnych częściach świata, posiadających niepowtarzalny charakter. Każda z nich zaprasza wyznawców wszystkich religii i ludzi wszystkich ras do oddania czci Stwórcy Wszechświata i wyrażania miłości pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Taka adnotacja znajduje się na ulotce o świątyni lotosu, którą dostałam w języku polskim przy wejściu! (wstęp darmowy, dojechać tu można fioletową linią metra, stacja Kalkaji Mandir). W środku świątynia jest bardzo surowa, praktycznie nie ma w niej nic. Nie wolno też robić zdjęć, przeszkadzało by to medytującymi na marmurowych ławach wiernym.

Świątynia Lotosu

Grobowiec Humajuna

Kolejna niesamowita budowla, wzniesiona za czasów panowania Wielkich Mogołów, jako miejsce spoczynku dla władcy Indii – Humajuna. Mauzoleum cesarza, będące mieszanką indyjskiej i perskiej architektury, wpisane na listę UNESCO, jest miejscem wartym odwiedzenia i zapłaty kolejnych 600 rupii za wstęp.

Qutab Minar

Kolejne sześć stówek (oczywiście rupii, dla porównania obywatele Indii płaca 40, takie dysproporcje są praktycznie we wszystkich zabytkach), i możemy zobaczyć 73- metrowy minaret, wraz z częścią pierwszego meczetu wzniesionego w Indiach. Wieża wraz z Kuwwat-al-Islam (najstarszym meczetem), który został zbudowany z materiału pochodzącego z około dwudziestu świątyń hinduistycznych, był swego rodzaju pomnikiem zwycięstwa. Dotrzeć tu można żółtą linią metra, kierunek Huda City Centre, przystanek Qutab Minar.

Qutab Minar

Kończąc przygodę 

Odwiedzając India Gate – 42 metrową bramę, upamiętniającą poległych żołnierzy indyjskich podczas I wojny światowej, udaliśmy się do hinduskiej świątyni Lakshmi Naranyan Mandir, kończąc tym przygodę w New Delhi. Chyba właśnie w takich kategoriach należy rozpatrywać to miasto. To przygoda, którą trzeba przeżyć. W dosłownym i przenośnym znaczeniu. Wyłączając przy tym jakiekolwiek poczucie estetyki, gdy poruszamy się po ulicach miasta. New Delhi jak i całe Indie na swój sposób podziwia się  i równocześnie szczerze nienawidzi. Pobyt w stolicy lekko nas zmęczył, postanowiliśmy oczyścić trochę umysł i ciało stawiając na tak popularną w tym kraju jogę. O pobycie w Goa możecie przeczytać w osobnym wpisie. 

6 Udostępnień

«

»

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *