Search here...
TOP
Góry

Kilimandżaro – w 5 dni na dach Afryki

Kilimandżaro

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przemierzając górskie szlaki,  cicho zaczęliśmy marzyć o kolejnych górskich wyzwaniach. Kilimandżaro ! To właśnie ta góra siedziała nam teraz w głowie. Pytanie tylko brzmiało jak zorganizować wyprawę ?

Kilimandżaro

Plan to podstawa

Bilety do Tanzanii zakupiłam w okolicach marca, nie sposób było nie skorzystać z promocji. Od marca do grudnia było sporo czasu na planowanie. Na starym kontynencie jeszcze nas nie było. Zaczęłam przeszukiwać internet, szukając odpowiedzi na pytanie: Jak zorganizować wyprawę i nie zbankrutować ? O konkretnych cyferkach możecie przeczytać na blogu Szczyty Afryki

Z kim na Kilimandżaro ?

Organizacja trekkingu na własną rękę nie wchodziła w grę, za dużo z tym zachodu i koszta też są spore. Postawiliśmy na lokalnego przewodnika. Ta opcja okazała się być najkorzystniejsza cenowo i dawała nam względną niezależność. Stres pojawił się przy wysyłaniu zaliczki. Oczywiście miałam wizję, że nie zobaczę ani pieniędzy, ani dachu Afryki. Na szczęście tak się nie stało. Wyprawa została zorganizowana bardzo dobrze. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, i niczego nam nie brakowało. Bakari Mwanyika to naprawdę świetny człowiek, profesjonalista, który przy okazji zna kilka słów po czesku 🙂

Dreszczyk emocji…

O ironio, z całego wyjazdu najbardziej stresowała mnie organizacja wyprawy, nie przyszło mi do głowy, że komplikacje pojawią się gdzie indziej. A tu na niecałą dobę przed wylotem, pewna „fantastyczna” tania linia lotnicza dostarczyła mi wiadomość o treści: „życzmy Pani wesołych świat ale jutrzejszy lot do Mediolanu zostaje odwołany.” Myślałam że to jakiś żart, po chwili omal nie dostałam zawału, pomyślałam to koniec, całą podróż szlag trafi. Stoicki spokój mojego męża nas uratował. Stwierdził, że nie ma problemu, wróci tylko z pracy po 22:00, wsiądziemy w auto i się przejedziemy. Zdążyliśmy.

W 5 dni na dach Afryki

      Nasz  trekking trwał 5 dni i wiódł drogą Machame Route. Kilimandżaro to góra, która jest obiektem zainteresowań wielu ludzi. Stanowi łakomy kąsek, ponieważ nie ma trudności technicznych, nie wymaga posiadania specjalistycznego sprzętu i wysokogórskich doświadczeń. A jednak rocznie zdobywa ja zaledwie ok. 25%  wszystkich śmiałków. Dlaczego ? Powodów pewnie jest wiele, trzeba przede wszystkim pamiętać o tym że jest to góra, która liczy sobie 5895 m n.p.m. Wystarczający powód żeby traktować ja poważnieje. Nam udało się stanąć na dachu Afryki, ale uczciwie powiem że nie było to łatwe. Stoczyłam tam walkę o życie. Wysiłek jaki trzeba było włożyć w atak szczytowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, a pogoda też nas nie rozpieszczała. Było to najtrudniejsze 7 godzin w moim  życiu…

Kilimandżaro

Tylko się nie poddawaj…

Mniej więcej w połowie drogi, usiadłam i powiedziałam -cytuje- „ pier…..  dalej nie idę”. Otaczająca ciemność, przeszywający wiatr, zimno – to wszystko delikatnie mówiąc podcięło mi skrzydła. Muszę przyznać, że gdyby nie wsparcie i motywacja Grześka nie wiem jakby się to skończyło. Gdy pojawiły się pierwsze promienie słońca, siły witalne wróciły. Cel w końcu był widoczny, choć nadal odległy. Gdy dotarliśmy do  Stella Point – ostatniego przystanku przed wierzchołkiem, pomyślałam „mamy to!”. Za jakieś 15 minut będziemy na szczycie. Szybko przewodnik uświadomił mi, że to jeszcze jakaś  godzina drogi. Uwierzyć nie mogłam. Przecież wierzchołek jest na wyciągnięcie ręki!

Kilimandżaro

Kilimandżaro

„Pain for a while, proud for ever”

     Po około godzinie mozolnego człapania, gdzie było mi już wszystko jedno stanęliśmy na szczycie. Łzy pociekły nam po policzkach. Nie miałam siły nawet wyciągnąć telefonu z kieszeni żeby zrobić zdjęcia. Za duży wysiłek. Na szczęście mój mąż stanął na wysokości zadania. Jedyne co z siebie wydusiłam to słowa „pain for a while, proud for ever” powtarzane przez naszego przewodnika. Trzy minutki, kilka zdjęć, radość nie do opisania, łzy szczęścia i czas schodzić. Napracowałam się całą noc żeby stanąć na szczycie, a cieszyć się mogłam z sukcesu kilka minut.

 

szczyt Kilimandżaro

Sukces dodaje skrzydeł…

Schodząc z piekielnego zimna zrobiło się okropnie gorąco. Gdy dotarliśmy do obozu, z którego rozpoczynał się atak szczytowy, po krótkiej drzemce i posiłku podjęliśmy decyzje, że tego samego dnia chcemy być na dole. Chęć wzięcia prysznica, wyspania się w łóżku i wypicia piwa była tak duża, że nie straszna była nam wizja zejścia czterech tysięcy w dół. Przewodnik powiedział że oszaleliśmy, ale w sumie możemy spróbować. Wieczorem, wykąpani (jakie to cudowne uczycie) piliśmy piwo w lokalnej knajpie w Moshi (więcej o Moshi i o tym co trzeba zrobić będąc w Tanzanii przeczytacie tu).

5 dniowy plan wejścia na Kilimandżaro

Dzień 1 – cała zabawa rozpoczyna się na wysokości 1828 m.n.p.m w Machame Gate. Po załatwieniu spraw organizacyjnych rozpoczyna się 3-4 godzinny trekking do obozu Machame Camp (2835 m.n.p.m.)

Dzień 2 –  trekking do obozu Shira Cave Camp na wysokości 3750 m.n.p.m.

Dzień 3 – dzień aklimatyzacyjny. Najpierw idziemy do Lava Tower Camp na wysokość 4600 m.n.p.m., gdzie jemy lunch, następnie schodzimy do obozu Baranco Camp na wysokości 3900 m.n.p.m.

Dzień 4 –  trekking do Karanga Camp (3995 m.n.p.m.) przerwa na  lunch. Osoby, które zorganizowały sobie dłuższy trekking na Kilimandżaro w tym miejscu mają kolejny nocleg. Jeśli tak jak my masz wersję krótszą, to po lunchu idziesz do ostatniego obozu Barafu Camp na wysokości 4673 m.n.p.m.

Dzień 5 – atak szczytowy. To około 7 godzinny totalny wyryp, w którym nie tylko sprawdzisz swoje możliwości fizyczne ale przede wszystkim psychikę. Ta góra, to wyzwanie, które siedzi przede wszystkim w głowie. Po kilku minutowej euforii ze zdobycia szczytu następuje zejście. Normalny plan trekkingu zakłada jeszcze jeden nocleg, jeśli jednak tak jak my masz nieodpartą potrzebę znalezienia się w cywilizacji możesz zejść na sam dół.

Tu znajdziesz filmik z naszego trekkingu na Kilimandżaro

To było z pewnością niezapomniane 5 dni w naszym życiu, pełne spełniających się marzeń.

Kilimandżaro

 

 

 

52 Udostępnień

«

»

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.