Search here...
TOP
Boliwia Kraje

Salar de Uyuni – wycieczka po największej solniczce świata w Boliwii

Salar de Uyuni

Ta największa solniczka na świecie, to pozostałość po wyschniętym słonym jeziorze. Solnisko położone jest na wysokości 3653 m.n.p.m. i zajmuje powierzchnię przeszło 10 tys km². Patrząc na ten zupełnie odjechany krajobraz niejednokrotnie zastanawiałam się czy to objawy choroby wysokościowej, czy faktycznie takie miejsce na ziemi istnieje. Wycieczka po Salar de Uyuni była absolutnie wyjątkowym przeżyciem i jednym z najciekawszych miejsc jakie w życiu odwiedziliśmy. Jak wygląda taka trzy-dniowa przeprawa przez Salar ? Już opowiadamy.

Wycieczka na Salar de Uyuni nie w Boliwii się zaczyna

My wycieczkę na Salar de Uyuni wykupiliśmy będąc na pustyni Atacama w Chile. Chcieliśmy przeprawić się przez solniczkę i ruszyć dalej do Boliwii. Opcje organizacji podróży po Salarze są dwie: można wycieczkę zorganizować będąc w Boliwii lub Chile. Różnica ? Agencje turystyczne w Boliwii są trochę tańsze, za to wycieczka zaczyna się od największych atrakcji i z biegiem dni emocje opadają. Zaczynając w Chile crème de la crème mamy na samym końcu.

Wycieczka na Salar de Uyuni czas start

Nasza podróż rozpoczęła się od przeprawy przez granicę chilijsko-boliwijską. Mimo to, że agencje proponują różne godziny odbioru z hotelu na wyprawę po Salar de Uyuni nikt nie przekroczy drogi prowadzącej do granicy przed godz. 8:00 rano. Jest zamknięta ! Liczy się jednak zajęcie kolejki. Kto pierwszy ten lepszy. Nasz kierowca okazał się być bardzo zaradny, byliśmy jednymi z pierwszych, mając więc nadmiar czasu na poboczu zorganizował nam śniadanie. Pyszne choć z odrobina spalin.

Dzień 1 – Salar de Uyuni wycieczka po lagunach

Po dokonaniu opłaty w wysokości 150 BOB od osoby, wjechaliśmy na teren parku narodowego Eduardo Avaroa. Pierwszym przystankiem były laguny: Laguna Blanca i Laguna Verde widoki zapierające dech w piersiach, a to dopiero był początek. Zmierzając w kierunku gorących źródeł zatrzymaliśmy się przy skałkach Salwadora Dali, a następnie dotarliśmy do Polques, gdzie można było zażyć kąpieli w gorących źródłach i zjeść lunch. Kolejnym przystankiem były gejzery, które zrobiły dużo większe wrażenie niż te w San Pedro de Atacama. Zapach unoszącej się siary i widoki iście marsjańskie. Ostatnim punktem dnia była Laguna Colorada, słynąca z tysięcy flamingów. Takiego obrazu, pełnego kolorów nie widziałam nigdy w życiu. Wieczorem w hostelu na wysokości około 4000 m.n.p.m przy kolacji w piekielnym zimnie słuchaliśmy historii nowo poznanych ludzi.

Laguna Colorada i flamingi

Dzień 2 – słabsze ogniwo przed Salar de Uyuni

Tym razem emocje troszkę opadły. Podróżując naszym jeepem odwiedzaliśmy wiele formacji skalnych, w tym Copa del Mondo (choć nam bardziej przypominało krzyczącą postać). Kilka lagun, jednak nie robiły już takiego wrażenia jak te poprzedniego dnia. Noc spędziliśmy w „ solnym hostelu” . Przewodnik poinformował nas, że hostel został przed chwilką wybudowany i jest czynny dopiero od 25 dni. Przerażenie nas ogarnęło, gdy zobaczyliśmy go z zewnątrz, za to w środku spotkało nas miłe zaskoczenie. Hilton nie zapewnił by nam takich warunków. Zwłaszcza w takiej scenerii. Do tego byliśmy zupełnie sami. Kolacja z widokiem na zachodzące słońce na Salarze przy butelce pysznego boliwijskiego wina, jednym słowem czego chcieć więcej? Generalnie każdy ubolewał, że musi to miejsce opuścić już o 6 rano. Na przygodę z Salar de Uyuni wybraliśmy agencje Cruz Andina Travel i nie możemy narzekać. W kameralnym 6 osobowym zespole spędziliśmy 3 cudowne dni.

Copa del Mondo

Dzień 3 czyli absolutny crème de la crème

Naprawdę warto czekać na takie momenty w życiu. Mimo zmęczenia, wszech obecnego kurzu, wieczorami przeszywającego zimna wschód słońca na Salar de Uyuni to przeżycie nie do opisania. Generalnie widoki tego dnia były oderwane od rzeczywistości. Człowiek zastanawia się czy to efekt choroby wysokościowej czy może znalazł się na innej planecie. Taka myśl przyszła podczas kolejnego przystanku a mianowicie na wyspie Isla Incahuasi. Po środku solniczki stoi wyspa pełna kaktusów. Do tego gdy człowiek wdrapie się na sam szczyt dookoła widzi tylko sól, a daleko na horyzoncie góry. Wszystko jest na odwrót. Ziemia biała jak śnieg, góry czarne, a do tego otaczające gigantyczne kaktusy.

wyspa kaktusów Salar

Na to czekają wszyscy

Tak właśnie, godzinny przystanek po środku pustyni to czas na zrobienie tego wymarzonego zdjęcia. Od lat świat obiegają zdjęcia z zaburzoną perspektywą zrobione pośrodku boliwijskiej pustyni. Pomysłów nie brakuje, każdy chce być jak najbardziej kreatywny i ustrzelić dobre zdjęcia. Wbrew pozorom nie jest to takie proste. Jedni się zjadają (zdjęcie poniżej) inni skaczą po butelkach, zabawa jest naprawdę przednia.

To już prawie koniec

Przed ostatnim punktem naszej wycieczki zatrzymaliśmy się w malutkiej wiosce. Kiedyś te tereny stanowiły potęgę. Transportowano tu minerały i przede wszystkim srebro wydobywane w pobliskim Potosi. Dziś nie ma tu praktycznie nic. Jedynie buda z piwem z kaktusa lub liści koki i pobliskie cmentarzysko pociągów. Generalnie nic nadzwyczajnego. Stąd była już prosta droga do miasteczka Uyuni, które niknie w oczach i widać, że lata świetności ma już za sobą.

Wycieczka po Salar de Uyuni

Salar de Uyuni wart jest grzechu. To absolutnie wyjątkowe miejsce na ziemi. Jedyne w swoim rodzaju, o unikatowym krajobrazie. Jest to jedno z tych miejsc, które na zawsze zostaną nam w pamięci.

wschód słońca na Salar de Uyuni

0 Udostępnień

«

»

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *