Search here...
TOP
Podróżnicze różności

Refleksyjnie o ostatniej podróży i nowej rzeczywistości czyli jak zamiast koronawirusa przywieźliśmy dengę

Wyrzuć to z siebie !

Nie wiem co mam już ze sobą począć. Ogarnęła mnie taka niemoc, że muszę to z siebie wyrzucić. Nie będzie to więc wpis taki jak zawsze. O ciekawostkach, odwiedzonych miejscach, cudownych podróżniczych przeżyciach. Będą to szczere wyznania, o tym co wydarzyło się od ostatniej podróży po dziś dzień. O tym co przeżyliśmy i o tym jak w podróży z koronawirusem wydarzył się szereg niespodziewanych rzeczy.

Trochę refleksyjnie o podróży z koronawirusem…

Nie będę globalnie oceniać sytuacji, w której jesteśmy. Szukam po prostu odpowiedzi na jedno pytanie. Kiedy znów będę mogła oddychać ? Bo dla nas podróże są jak tlen. Jeśli do jakieś właśnie się nie przygotowujemy to przynajmniej ją planujemy. Mamy na co czekać. Ta przyjemność kilka miesięcy temu została nam odebrana. Jak większość, tak i ja próbowałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Cieszyć się małymi rzeczami, planować z mniejszym rozmachem, jakoś się dostosować. Wniosek niestety przyszedł tylko jeden – absolutnie nie potrafię. Ogarnia mnie marazm. Wiem, że zawsze mogło być gorzej. Opowieści naszych dziadków o czasach II Wojny Światowej czy  rodziców, którzy w czasach komuny mogli co najwyżej podróżować palcem po mapie, powinny napawać nas optymizmem. Tak jednak nie jest. Ja tych czasów nie znam, są dla mnie lekcją historii czy opowieściami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Odnoszę się więc do tego co tu i teraz. Do czasów w których żyjemy „My”. I mam niestety poczucie, że ktoś odbiera nam wolność. Nie chce żeby zabrzmiało to patetycznie, po prostu tęsknię za światem, za naszymi nieprzerwanymi podróżniczymi marzeniami. Jak napisał Rafał Fronia po wyprawie na K2 w swojej książce „Anatomia Góry” Jesteś pielgrzymem czy tułaczem ?

Powracający pielgrzym

Ja zdecydowanie jestem pielgrzymem. „Pielgrzym to podróżnik, który jest tu po coś , aby potem wrócić..”. Z początkiem marca tego roku wróciliśmy z najdłuższej dotychczas podróży. Przez niecałe 3 miesiące podróżowaliśmy po Azji. Od Sri Lanki, przez Indie, Tajlandię, Filipiny skończywszy na Japonii. Już wtedy słychać było w świecie o wirusie, który wybuchł w Chinach. On się rozprzestrzeniał, a my robiliśmy swoje. Nikt wtedy nie przypuszczał, że sytuacja tak się rozwinie. Nawet my będąc tam gdzieś w świecie, nieco bliżej źródła nie odczuliśmy rosnącej wirusowej paniki. Przeżywaliśmy, doświadczaliśmy jednym słowem cieszyliśmy się życiem. Bacznie obserwowaliśmy zachowania i reakcje ludzi, choć nadal poczucie czasu nas nie dotyczyło. Nie interesowało nas jaki jest dzień tygodnia, miesiąca, która jest godzina.

Powrót do kraju z podróży – z koronawirusem czy jednak nie ?

Gdy zaczęło robić się gorąco a sytuacja wymykała się już spod kontroli postanowiliśmy skrócić nasz wyjazd o dwa tygodnie i wrócić do domu. Ja też nie najlepiej się czułam. Kupiliśmy więc bilety. Instynkt nas nie zawiódł – za dwa tygodnie nie bardzo byłoby gdzie latać. Japonia do najtańszych nie należy więc utkniecie tam mogłoby zrodzić kilka drobnych problemów. Po wylądowaniu na Warszawskim Okęciu czułam się w obowiązku zgłosić do punktu medycznego. Nie było to jednak takie proste lotnisko jakby wymarło, po kilku telefonach udało się jednak sprowadzić lekarza. Po szybkiej diagnozie stwierdził, że koronawirus to raczej nie jest ale może przywiozłam jakąś inna tropikalną chorobę. Za pozwoleniem wróciłam więc na Śląsk. Niestety w szpitalu chorób zakaźnych w Chorzowie mieli już nieco odmienne zdanie.

W oczekiwaniu na werdykt

W ciągu kilku minut z całym kilku miesięcznym ekwipunkiem znalazłam się w szpitalnej izolatce. Ja tak, mój mąż nie. Przecież wcale w podróży nie byliśmy razem i nie spędzaliśmy ze sobą 24 godzin na dobę przez ostatnie 3 miesiące. I tak grzecznie leżąc czekałam na werdykt dotyczący SARS-CoV-2. O innych chorobach tropikalnych mowy nie było, wszyscy skupieni byli tylko na jednym.

Sezamie otwórz się

Jaka była moja radość, gdy po tych kilku dniach szpitalne drzwi w końcu otworzyły się. Wynik testu przyszedł ujemny. Zresztą zaskoczenia nie było, nawet lekarze o tym mówili. Nie zmieniało to faktu, że ja nadal źle się czułam, a nikt za bardzo nie chciał odpowiedzieć mi na pytanie dlaczego tak jest. Rozpoczęłam więc żmudną i samodzielną prace nad tym, żeby dojść do tego co się dzieje. I tak po kilku miesiącach walki, wszystkie znaki na niebie i ziemi a raczej wyniki badań i konsultacje lekarskie wskazały, że przeszłam dengę. Zaskoczenie ? Raczej zmęczenie mozolną, samodzielną pracą nad dochodzeniem do tego co mi jest. Mam nieodparte wrażenie, że obecnie chorować można tylko na jedno.

 

Podróżnicza lekcja

Jak każda podróż, tak i ta przyniosła nam kolejną lekcję. Zawsze uważałam, że podróże kształcą i to na każdej płaszczyźnie i tym razem również dostaliśmy a raczej ja dostałam niezłą lekcję pokory. Nie mogę narzekać na nasze dotychczasowe podróże przebiegały raczej bezproblemowo. Nikt nie chorował, nikomu nie przydarzały się jakieś większe nieszczęścia. Fakt czasem mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu ale to też jest potrzebne. Tym razem było trochę inaczej. Zaczynając od mojego zatrucia pokarmowego w Indiach przez większość czasu borykałam się z problemami zdrowotnymi. Lekko nie był ale nie poddawałam się. Mimo przeciwności losu, niejednokrotnie cierpienia i niemocy starałam się cieszyć z wyjazdu jak tylko mogłam. Chłonąc wszystko co życie w danej chwili mi przyniosło. Licząc, że gorzej nie będzie, że wytrzymam, wrócę do domu i dowiem się co się dzieje.

Absurdalne obawy o dalszych losach podróży z koronawirusem

Mimo to, że nigdy w żadną nawet najmniejsza podróż bez ubezpieczenia się nie wybieramy, po raz pierwszy w życiu bałam się skorzystać z magicznej karty, którą nosiłam w portfelu. Dlaczego ? Bo świat zwariował. Milion myśli przelatywało mi przez głowę. Co zrobię jak zamkną mnie w szpitalu ? Gdzieś tam na końcu świata, na obczyźnie, z dala od domu. Jak sobie poradzę ? Co jeśli nie wypuszcza mnie na czas i nie zdążę na samolot do domu ?Nagle magia cudownych dalekich podróży jakby trochę prysła. Pojawiły się problemy, którym trzeba było stawić czoła. Zawsze jest tak, że do póki nic się nie dzieje to jest fajnie.

Natury jednak nie zmienisz

Czy ta lekcja spowodowała, że zraziłam się do podróżowania ? Nagle stwierdziłam, że jest to niebezpieczne, że zagraża naszemu życiu ? Czy teraz będę siedzieć w domu, podróżować tylko po Polsce, albo co gorsza palcem po mapie ? Odpowiedź jest prosta. Nie ! Mimo, iż nasz kraj jest piękny, a  w obecnej rzeczywistości wszyscy usilnie próbują przekonać nas, że wakacje w Polsce to spełnienie marzeń, nam to nie wystarcza. Chcemy odkrywać świat, robić to co kochamy, co daje nam szczęście. Wiem, że niektórzy uważają, że czasem szarżujemy, igramy z losem, ale my własnie tacy jesteśmy. W domu ludzie też umierają. My chcemy przeżyć życie na swój sposób. Mam nadzieję, że będzie nam dane usiąść na stare lata w fotelu i stwierdzić, cholera fajnie było albo przynajmniej po naszemu.

Radość z życia na jednej z plaż na Filipinach

Świat stanął na głowie

Niestety pytanie czy w niedalekiej przyszłości będzie nam dane nadal doświadczać cudownych dalekich podróży pozostaje bez odpowiedzi. Czekać na odlot samolotu z dreszczykiem emocji i pytaniem co się wydarzy ? Świat chwilowo pisze inny scenariusz. Próbuje postawić nas w nowej rzeczywistości, w której my zwykli zjadacze chleba mamy się odnaleźć i do niej dostosować. A ja nie chcę się dostosowywać. Absurdy jakie dzieją się wokół nas coraz bardziej podcinają skrzydła. Wszelkie restrykcje, zakazy i codzienna zmienność rzeczywistości budzą w człowieku strach przed podjęciem jakichkolwiek decyzji. Bo jeśli nawet uda mi się kupić bilet to czy na pewno wyruszę ? Na pewno to mogę pójść na wesele ale z podróży mogę tak szybko nie wrócić. Pole manewru jest niewielkie. Wiem, że wyrzucenie z siebie tego nie wiele zmieni, traktuję to jako formę oczyszczenia i czekam na lepszy czas. Czy nadejdzie ? Kiedy ? W jakiej formie ? Nie wiem, chyba tylko nadzieja, która w człowieku umiera ostatnia pozwala mi czekać cierpliwie.

” Bo każdy ma swój wehikuł czasu, gdzie marzenia zabierają nas w przyszłość, a wspomnienia w przeszłość…”

Goa Indie

 

 

0 Udostępnień

«

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *