Search here...
TOP
Góry Kraje Nepal

Nepal – trekking do ABC i spełnienie marzeń

Himalaje i trekking do ABC

Same te słowa powodują u mnie ciarki. Gdyby ktoś, kiedyś powiedział mi, że sami zorganizujemy trekking do ABC w Nepalu i stanę u stóp ośmiotysięczników nie uwierzyłabym. Nepal był tak odległym marzeniem, że nie dopuszczałam do siebie myśli, że kiedyś może się spełnić. A jednak…

Annapurna Base Camp

W grupie siła

Do Nepalu lecieliśmy w piątkę. De facto piątka miłośników gór, która w pełnym składzie nigdy wcześniej razem się nie spotkała. Łączyła nas ta sama pasja i klub górski do którego należeliśmy. Podczas tatrzańskich wędrówek snuliśmy marzenia o wyprawie w góry najwyższe, jednak nigdy nic konkretnego nie padło. Pewnego dnia kolega napisał: „To co lecimy?” Wydawało nam się, że to tylko takie gadanie i na tym się skończy. Otóż myliłam się! Niedługo później cała nasza piątka trzymał w ręku bilet uprawniający do spełnienia marzeń. Cieszyliśmy się jak dzieci, choć każdy w głębi serca trochę się bał.

Plan na trekking to podstawa

Do Katmandu lecieliśmy z Mediolanu z przesiadką w Omanie. Mediolan to ogólnie fajna baza wypadowa. Gdy bilet lotniczy był już kupiony zaczęło się planowanie. Zastanawiając się od czego zacząć kupiłam przewodnik Janusza Kurczaba „Himalaje Nepalu”  – polecam. Znaleźć tu można odpowiedzi na wiele nurtujących pytań. Nasza decyzja była jednogłośna: trekking do Annapurna Base Camp.

Dlaczego trekking do ABC ?

      Po pierwsze Annapurna Base Camp (Annapurna Sanctuary) to jeden z najłatwiejszych, bardzo malowniczych trekkingów. Dobry wybór na pierwsze zetknięcie się z Himalajami. Po drugie czas potrzebny na jego realizacje to zaledwie kilka dni. Biorąc pod uwagę, że większość z nas dysponuje 26 dniami urlopu to jednorazowe wakacje na  miesiąc raczej nie wchodzą w grę. Poza tym nikt z nas nie miał ochoty przejmować się czy zdążymy na samolot powrotny, bo utknęliśmy gdzieś na czterech tysiącach.

Czy jest z nami przewodnik ?

Kolejny krok, to decyzja do podjęcia czy trekking organizujemy sami czy z przewodnikiem? My wyruszyliśmy sami. Tylko dlatego, że droga do Annapurna base camp nie ma żadnych trudności technicznych, a każdy z nas znał swoje możliwości. Poza tym nie musisz nosić ze sobą całego sprzętu w postaci namiotu, kuchenki gazowej czy innych gadżetów, bo wszystko znajdziesz na trasie. Nawet sklepiki z przekąskami. Dzienne przejścia nie są zbyt długie (max 8h), a każdy dzień kończysz w małej wiosce gdzie bez problemu znajdziesz nocleg i pyszne jedzenie. Z tym pyszne to trochę przesadziłam, jesz w kółko ryż z warzywami lub makaron, a na śniadanie każdą postać jajek i dżem z cała tablicą Mendelejewa. Nie ma to znaczenia tam smakuje wszystko!

Miłość na zawsze

Po tych kilku dniach, spędzonych w drodze do Annapurny Base Camp przepadłam. Stojąc u celu i patrząc na otaczające nas śnieżne giganty łzy cisnęły mi się do oczu. Od tego czasu o niczym innym nie myślę, tylko o tym jak to zrobić żeby tam wrócić…

Tu filmik z naszego trekkingu do Annapurna Base Camp → Nepal

 

Od Pokhary do Katmandu 

Po powrocie z gór trafiliśmy do Pokhary, nie zachwyciła nas. Tu warto tylko kupić pamiątki (jest dużo taniej niż w Katmandu) napić się piwa i zjeść w końcu coś innego niż ryż i makaron. Mając nadmiar czasu postanowiliśmy wykupić lokalną wycieczkę po miejscowych atrakcjach, po dwóch godzinach żałowaliśmy, że nie zaczynamy trekkingu do ABC jeszcze raz ! Jedno nie podlega dyskusji, do Nepalu leci się tylko dla gór !

Stolica

       Początkowym  i końcowym przystankiem naszego wyjazdu było Katmandu. Mam bardzo mieszane uczucia, gdy wspominam to miasto.  Z jednej strony miejsce spotkań ludzi z całego świata, kręte uliczki w ścisłym centrum, gdzie można kupić absolutnie wszystko (The North Face, Nike, Adidas – wszystko ci naszyją). Pyszne jedzenie w knajpach na każdym rogu. Z drugiej strony jak tylko przekroczysz próg centrum syf kiła i mogiła. Po dwóch dniach spędzonych w mieście zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie uciec żeby pooddychać choć trochę świeższym powietrzem. Tam to dopiero jest smog! Park Narodowy Shivapuri to miejsce oddalone zaledwie 15 km od Katmandu, a bardzo przyjemne. Jednodniowy trekking z widokiem na Himalaje pozwolił przypomnieć nam gdzie jeszcze przed chwilą byliśmy.

        W samym mieście z pewnością należy jeszcze zwrócić uwagę na Durbar Square, choć po trzęsieniu ziemi nie najlepiej on wygląda, wpisany na listę UNESCO jest sercem tego miasta. Ponadto warte uwagi są Stupy. Dla nas numerem jeden była Swayambhunath. Na końcu listy miejsc do zobaczenia, a dostarczyła nam najwięcej wrażeń. Bynajmniej nie dlatego że małpa chciała ukraść koleżance wodę, ale po prostu robi wrażenie. Zupełnie nie świadomi dotarliśmy tam w dniu kiedy Księżyc znajdował się najbliżej Ziemi. Ludzie zjechali tam z całego świata, z aparatami wartymi miliony, żeby uwiecznić ten moment. My na szczęście na czas wyciągnęliśmy telefony komórkowe, żeby nagrać to co przyszło nam zobaczyć…

 Taki trekking jak do ABC chcę przeżyć jeszcze raz !

Minęło już trochę czasu od naszego powrotu, a ja cały czas szukam promocyjnych lotów do Nepalu. Nieustannie liczę, że już niebawem znowu spojrzymy na ośnieżone szczyty ośmiotysięczników, posłuchamy historii miejscowych ludzi jak to pamiętają naszego słynnego himalaistę Kukuczkę i przeżyję ten dreszczyk emocji.

 

27 Udostępnień

»

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.